sobota, 21 lipca 2012

Wajda i nienawiść

Kultura współczesna jest kulturą młodości. Otaczana w społeczeństwach tradycyjnych szacunkiem starość jest obecnie wyszydzana i poniżana jako źródło niedopasowania, zacofania i intelektualnej degradacji. Szybkość cywilizacyjnych zmian nie jest wystarczającym wytłumaczeniem tego zjawiska. Przyczyny tkwią w podstawach zwycięskiej idei kształtowania nowego człowieka przyszłości. Trzeba to sobie powiedzieć otwarcie: przyczyny tkwią w zwycięskiej ideologii socjalizmu.

Socjalizm panuje od początku XX wieku pod różnymi postaciami. Wiele wskazuje na to, że brunatna wersja narodowa miała na celu przygotowanie gruntu pod kosmopolityczną unifikację, dzięki destrukcji idei narodowych wspólnot, która to idea została okrzyknięta przyczyną kataklizmu II wojny światowej. Jak niewiele różniła się wersja brunatna od czerwonej wystarczy uświadomić sobie naczelne hasło sowieckiego okupanta, pod którym została dokonana kradzież własności wielkiej liczby ludzi: nacjonalizacja. Eksterminacja zaś przywiązanych do tradycji jednostek następowała często w tych samych miejscach: Oświęcim, Majdanek, KL Warschau. Dziś kontynuowane są tradycje powojennych okupantów i osoby mające odwagę wspominac o polskim interesie narodowym tak samo jak tuż po drugiej wojnie światowej nazywane są faszystami. Bolszewicka metoda odwracania znaczeń nie przestaje się rozwijać, co pozwala dzisiaj stosować wobec partii postulującej solidaryzm społeczny zarzut "programowego socjalizmu". Zarzut taki w ustach polityków, którzy otwarcie wprowadzają socjalizm w życie w tzw. Parlamencie Europejskim nie powinien dziwić, bo jest naturalną konsekwencją przyjętej ideologii. Europa obecnie już całkiem realnie podlega niemieckiemu przewodnictwu, a jak pamiętamy naród ten, w przeciwieństwie do Rosji albo Polski, w demokratyczny sposób wybrał narodowo-socjalistyczną partię pod przewodnictwem Hitlera.

Pomysł wyrywania dzieci z ich naturalnego środowiska i kształtowania zgodnego z potrzebami władcy nie jest nowy. Jednak historie tureckich janczarów i wiele innych historii tego typu stanowiło margines tradycyjnych społeczeństw, wykorzystywany do specjalistycznych celów. Dopiero wiek XX przyniósł masową inżynierię społeczną, gdzie na szerszą skalę wykorzystywano kształtowanie od podstaw większych grup wyrwanej ze swoich środowisk młodzieży. Socjalistyczne organizacje takie jak hitlerjugend, komsomolcy, ale także kibucowe programy młodzieżowe w rodzaju Alijat ha-Noar, w założeniach stanowiły narzędzia pozyskiwania ludzi dla nowej idei. Jednak przejmowanie kontroli nad procesem wychowawczym nie było i nie jest jedynym elementem całego skomplikowanego systemu. Innym nie mniej ważnym czynnikiem jest niszczenie autorytetu wieku i wynikającego z niego doświadczenia. Obok fizycznej izolacji młodzieży w kolektywistycznych obozach system zabezpiecza się w ten sposób przed niekontrolowaną dyfuzją tradycji między pokoleniami.

Obok trzymania emerytów w prywatnych domowych aresztach strachu drugą metodą jest promowanie staruszków pozornie "durniejących" na starość, którzy swoim absurdalnym zachowaniem mają za zadanie niszczyć tlący się ostatkiem sił autorytet wieku. Przykładem jest całkiem nieźle funkcjonujący w mediach przypadek Bartoszewskiego, który nie dość że posługuje się profesorską tytulaturą w sposób odbiegający od przyjętych standardów (ale jak się okazuje jak najbardziej uprawniony), to wysyła polityków do psychiatry, robiąc to w formie ewidentnie kwalifikującej się do psychiatrycznej interwencji. Jego budowany przez lata autorytet został w teatralny sposób zneutralizowany pokazując młodym ludziom, że starość i mądrość wcale nie muszą iść ze sobą w parze.

Podobnie interpretuję ostatni wybryk innego dyżurnego staruszka, który był niekwestionowanym autorytetem dla całych rzesz Polaków. Andrzej Wajda, dożywszy wieku, w którym nie trzeba już dbać o dwuznaczne aluzje, mówi wprost: krzyż stał się symbolem haniebnej nienawiści, a osobą odpowiedzialną za to jest Jarosław Kaczyński. Robi to w Moskwie, lecz mało komu przychodzi do głowy skojarzenie z pisaniem adresów do Cara. Ludzie zastanawiają się, co też biednemu człowiekowi odbiło na stare lata, a młodzi zaczynają patrzeć z obawą we własną przyszłość: "trzeba zalegalizować eutanazję, bo w ten sposób się zestarzeć nie byłoby fajnie." Fajność jest bowiem najwyższą wartością, zaś określenie “niefajne” oznacza bardzo serio potraktowane zjawisko, które niegdyś opisywano wyświechtanym i anachronicznym pojęciem: "skandalicznie niedopuszczalna niegodziwość".

Izraelski dziennikarz Chaim Jachil pisał w 1945 roku: "Ostatecznie nie możemy zapomnieć, że wojna z Żydami posłużyła narodowym socjalistom za ważną odskocznię do przejęcia i zachowania władzy." Sugerował, że gdyby Żydzi przyjechali przed wojna do Syjonu, hitlerowcy nie zdobyliby władzy w Niemczech. Artykuł, który Ha-Arec zamieścił niecałe cztery tygodnie po kapitulacji Niemiec, stawiał pytanie: "Czy Żydzi także przyczynili się do straszliwego rozlewu krwi naszego narodu?" Jak pisze Tom Segev w swojej książce “Siódmy milion” takimi uczuciami rdzenni Izraelczycy bronili się przed oskarżeniami ocalałych i uspokajali swoje sumienia dręczone niemożnością pomocy w czasie wojny.

Oskarżanie Kaczyńskich o spowodowanie katastrofy smoleńskiej i wszelkiego zła później, zwerbalizowane przez Palikota, a następnie przez jego naśladowców, do którym dzisiaj dołączył Andrzej Wajda, nie jest postawą wyjątkową. Często bywa, że ofiara gwałtu bywa oskarżana o jego sprowokowanie. W niektórych krajach arabskich jeśli taksówkarz zgwałci kobietę, do więzienia idzie kobieta, bo wsiadając samotnie do taksówki sprowokowała mężczyznę do nierządu. Idąc tym tokiem rozumowania, można dojść do opinii, że Gwiazda Dawida jest symbolem bestialstwa, a odpowiedzialnym za wymordowanie w czasie wojny warszawskich Żydów jest Mordechaj Anielewicz.

Warto jednak pamiętać, że to nie demencja starcza jest przyczyną rozprzestrzeniania się absurdów, mających na celu zniszczenie nie tylko autorytetów, ale jakiegokolwiek związku opisu z rzeczywistością. To jest konsekwentna polityka socjalistów, którzy muszą wykorzenić wszystkie pozostałości tradycyjnej kultury aby móc zbudować nowe społeczeństwo. Nie udało się różnokolorową przemocą w pierwszej połowie XX wieku. Strategia uległa zatem korekcie i teraz metodą małych kroczków konsekwentnie realizowany jest powolny proces destrukcji przygotowującej nadejście Nowego, nadejście Związku Socjalistycznych Republik Europejskich. Mimo wszystko mocno wierzę, że Rozum i Człowieczeństwo, jak wiele razy w przeszłości, także dzisiaj okażą się silniejsze od intelektualnych dewiacji społecznych inżynierów. Być może coraz bardziej agresywne oskarżanie wolnych ludzi o własne wady jest efektem postępującej frustracji spowodowanej brakiem skuteczności różnych metod destrukcji życia społecznego?

Warto też zdawać sobie sprawę, że pozornie stetryczali staruszkowie, zaczynający pod koniec życia gadać bzdury, tak naprawdę w końcu są sobą i ujawniają prawdziwe idee, które przyświecały im od początku ich publicznej działalności. Andrzej Wajda studia reżyserskie ukończył w 1953 roku, ale dyplom obronił dopiero w roku 1960. W podaniu o przyjęcie na studia z sierpnia 1949 roku, a więc rok po utworzeniu szkoły będącej w założeniu tubą propagandową nowych porządków, napisał że należy „do podstawowej organizacji PZPR przy ZPAP ( Związek Polskich Artystów Plastyków) w Krakowie, a w ZAMP (Związek Akademicki Młodzieży Polskiej) na ASP jest kierownikiem wydziału kadr ZU”. W czasach późniejszych będzie dementował każdą sugestię, że kiedykolwiek należał do partii, a fakt skreślenia Wajdy z listy członków jest przemilczany także przez PZPR, co nie jest typowym zjawiskiem w przypadku innych ludzi kultury. Od samego początku często był chwalony za twórczość i postawę światopoglądową.

Kilka lat temu na spotkaniu w jednym z Dyskusyjnych Klubów Filmowych Andrzej Wajda opowiadając o swoich walkach z cenzurą wspomniał końcową scenę z filmu “Kanał”. Przez kraty widać praski brzeg Wisły. Na ekranie nie widać co jest na tym brzegu, ale przecież widz wie, co jest na tym brzegu... Widz doskonale wiedział, co chcemy powiedzieć pokazując ten brzeg - zawiesił filmowo głos reżyser, pozwalając słuchaczom dopowiedzieć sobie konkret. Ja w swojej wielkiej naiwności podzielałem przekonanie wielu osób, że Andrzej Wajda, tak jak ja, widział na tym brzegu bezczynność sowieckiej armii, która cierpliwie czekała, aż Warszawa się wykrwawi i gdy Niemcy dokończą dzieła pacyfikacji polskich patriotów, wejdzie do zniszczonego miasta i dobijając polskich generałów zacznie budować totalitarne socjalistyczne społeczeństwo.

Dziś w Moskwie Andrzej Wajda ujawnił, że on na praskim brzegu Wisły widział jutrzenkę nowego społeczeństwa, cierpliwie czekającą chwili odpowiedniej do rozpoczęcia wielkiego socjalistycznego dzieła. Andrzej Wajda konsekwentnie budując swoimi niedopowiedzeniami wizerunek niezależnego artysty zasłużył na pomnik w znakomicie skonstruowanym systemie mediokracji, w której nie trzeba stosować przymusu bezpośredniego, bo człowiek, którego opinie różnią się od wytyczonych przez ogólnoludzkie kierownictwo celów, pozbawiony głosu przez co i możliwości obrony, po prostu nie ma żadnego znaczenia.



Poniżej świetne podsumowanie z bloga Niewolnika:



Jako uzupełnienie filmiki:



1 komentarz:

  1. Tak... jabłko z zakazanego drzewa prawdy kusi, a smakuje. A następnie zostajemy wygnani z raju - nago i boso...

    OdpowiedzUsuń