poniedziałek, 10 października 2011

Opowieść polityczna

Zenobia wróciła do domu po ciężkim dniu pracy. Włączyła telewizor tłumacząc, że chce obejrzeć tylko wiadomości. Najpierw TVN o 19:00, czasem Polsat, później TVP1 o 19:30. Tak, żeby porównać źródła i dzięki temu mieć obiektywny ogląd świata. Następnie razem z mężem przygotowała obiadokolację, kąpiel, łóżko i rano znowu do pracy. Dzień za dniem, wieczór za wieczorem.

Mąż przynosił czasem do domu jakieś filmy na płytach. Dokumentalne. Twierdził, że nie obejrzy ich w telewizji. Zenobia nie chciała ich oglądać. Twierdziła, że widocznie są za słabe by pokazywać je w publicznej telewizji, a tym bardziej w jakiejś komercyjnej. Raz czy dwa dała się namówić, to było coś o mgle i o smoleńskiej katastrofie. Ile można o tym samym? Po co faszerować się tą pisowska propagandą? Trzeba z rozsądkiem podchodzić do rzeczywistości.

W niedzielę Zenobia postawiła krzyżyk przy ministrze finansów, twierdząc, że na czas kryzysu potrzeba kogoś, kto umie liczyć pieniądze. Słyszała jakieś plotki o monstrualnie rozrośniętym ostatnio deficycie, o ukrytym długu, ale przecież nie ma co się dziwić, że zrozpaczona opozycja rozsiewa katastrofalne wizje. Wszyscy trąbią o kryzysie, ale Zenobia ma wrażenie, że to tylko po to, by usprawiedliwić rezygnację z podwyżek. Przecież widać gołym okiem ile się buduje, że w sklepach niczego nie brakuje, a ceny rosną na miarę naturalnie zdrowej inflacji. Grecy żyli ponad stan, ale Polacy ciężko pracują i nie ma powodu, by konsumpcyjny kryzys grecki pojawił się w jakże innej Polsce.

* * *

Zenobia jest rozsądna i spokojna. Nie toleruje agresji i demagogii. Już w trakcie wyborów, rozmawiając ze znajomym po prostu ucięła rozmowę gdy ten się zdenerwował.

- Najgorsze jest to - zaczął wzdychając znajomy, - że jakikolwiek by nie był wynik wyborów to będzie dym. Wszystko bowiem jest przygotowane do unieważnienia wyborów. Wymuszone decyzją Sądu Najwyższego opóźnione dopuszczenie list Nowego Ekranu, chryja z listami Korwina-Mikke, gdzie PKW "nie zdążyła" sprawdzić podpisów rejestrują tylko 19 z 21 list, co w efekcie uniemożliwia potraktowanie listy Korwina jako ogólnopolskiej a to przecież daje dostęp do mediów itd. Teraz wyczytałem, że gdzieniegdzie wydano wadliwe karty do głosowania... Jeśli wygra PiS to Platforma bardzo poważnie rozważa wariant unieważnienia. Jeśli wygra PO to PiS może się na tej samej podstawie domagać unieważnienia. Nawet jeśli PiS i PO uznają legalność to kto inny, Nowy Ekran albo Korwin będą się domagać unieważnienia. Jeśli nie teraz to później. Powodów do unieważnienia jest multum i w zasadzie skandalem będzie jeśli one nie będą unieważnione. Cała kadencja będzie poddawana w wątpliwość przez opozycję, która będzie negowała legalność parlamentu.

- Tak - odpowiedziała refleksyjnie Zenobia, - to jest właśnie takie irytujące w polskiej polityce: zamiast zorganizować wielkie społeczne protesty przed wyborami, aby je po prostu przesunąć, by zlikwidować te wątpliwości i zadbać o ich niekwestionowaną legalność, to czeka się na wybory i będzie się robić dym dopiero potem. Zamiast dbać o Polskę i jej instytucje to dba się tylko o partyjny interes.

- A kto miałby zorganizować te protesty społeczne?

- No jak to kto? Opozycja! Chcą rzetelności i prawa, to powinni organizować pilnowanie przestrzegania tego prawa.

- Ale gdyby PiS zorganizowało protesty to wszyscy by zaczęli wieszać na nich psy, że to wichrzyciele i awanturnicy...

- No bardzo wygodna postawa. To dosyć łatwe wytłumaczenie, nie sądzisz?

- Ale dlaczego nie oczekujesz np. od PO że ono zorganizuje protesty?

- No przecież nie jest to w interesie PO, więc po co ma ona organizować te protesty...

- No ale w interesie PiS też to nie jest, bo by go przecież rozszarpali w mediach, więc...

- Tego nie wiesz...

- No przepraszam, ale nie widzisz tego co się dzieje?...

- ...ale dlaczego podnosisz na mnie głos?

- No bo głupoty mówisz! - zirytował się znajomy - nie widzisz tego co mówisz? Nie widzisz nic złego w tym, że PO nie zrobi nic niezgodnego ze swoim interesem (i słusznie) ale jeśli PiS nie chce robić czegoś niezgodnego ze swoim interesem to działa przeciwko Polsce??? Sorry, ale to są jakieś bzdury!

- Wiesz co, to jest właśnie powód, dla którego nie chcę rozmawiać o polityce. Jak tylko schodzi na politykę to zaczynasz krzyczeć i jeszcze mnie obrażasz.

- Krzyczę nie z powodu polityki tylko z powodu nierówności zasad! Poza tym nie widzisz nic złego w nazwaniu kogoś kretynem, gdy pieprzy farmazony, ale gdy spróbowałem pokazać ci twoją niekonsekwencję, to się od razu obrażasz. Nie powiem czego to jest przejawem...

- Wiesz co, skończmy tą rozmowę. Cześć.

Zenobia nie miała ochoty na pogłębianie tematu, który był przecież jednym wielkim szambem. Miała poczucie, że każda rozmowa o polityce wyzwala w ludziach ukryte pokłady agresji, które w przypadku jakichkolwiek innych spraw pozostają w ukryciu. Ten jeden temat przenika swoim smrodem każdego, kto go poruszy. Tak jak w tym przypadku. Ona próbowała rozsądnie rozmawiać, a ten napadł na nią z nie wiadomo jakiego powodu. Rozmowa o polityce zawsze się tak kończy. Szczególnie z tymi od kaczora. To naprawdę są oszołomy. Normalnie rozmawiać nie potrafią. I od razu wymyślać zaczynają. Na racjonalne argumenty odpowiadają agresją. Nie, od rozmowy na ten temat trzeba się zdecydowanie trzymać z daleka. Choć rozmowa ze zwolennikami Platformy wygląda całkowicie inaczej. Miło, kulturalnie, rzeczowo...

* * *

Znajomy Zenobii szedł noga za nogą zatopiony w myślach. Znowu dał się wyprowadzić z równowagi absurdem dnia codziennego. W sumie przecież to normalne i zrozumiałe, że działania tego, kogo lubię jesteśmy skłonni usprawiedliwiać nawet w wypadku różnych nieetycznych zachowań, zaś od swoich przeciwników oczekujemy ponadstandardowej poprawności. To samo można zaobserwować w każdych innych warunkach. Jeśli lubisz gościa, to jego zaczepianie jakiejś panny na ulicy uznasz za sympatyczny błyskotliwy podryw. Jeśli nie lubisz gościa, uznasz go za chamskiego obślinionego oblecha. Dlaczego zatem ta zwyczajna i ludzka niekonsekwencja jest tak irytująca? Nieważne zresztą dlaczego, ważniejsze jak sobie z nią radzić? Ta bezradność wobec ludzkiej ułomności jest taka obezwładniająca.

Trening. Trening osobowości. Ma rację Karnowski, że trzeba budować instytucje. Ma racje Sakiewicz, że trzeba budować niezależne media. Straszna jest maniera tego nowego brukowego dziennika, ale jeszcze straszniejsze jest to, że gazet z takimi poglądami jest tak mało wobec liczby tytułów prorządowych. Gdzie ta czwarta władza, która patrzy realnej władzy na ręce? TVN? Polsat? TVP? Wolne żarty. Ale kto jest w stanie strawić pięćdziesiątą modlitwę w ciągu dnia w radiu Maryja? Na pewno nie takie Zenobie, którym czasu brakuje na zrobienie porządnego obiadu. Mając wybór między TVTrwam a TVP, nie dziwne że wybiera TVP. W efekcie oburza się na każdy przejaw dyskryminacji homoseksualisty, pochyla się nad losem bezdomnego psa, ale od wyborcy PiS wymaga nieskazitelnej przyzwoitości. I nie widzi w tym cienia symbolicznej przemocy, nie dostrzega dyskryminującej władzy języka, z którym tak walczą feministki. Językowa dyskryminacja niepodległościowego światopoglądu jawi się dla takich Zenobii równie realnie jak paranormalne wyginanie łyżeczek i telepatia.

Instytucje. Jak je budować? Jak stworzyć wspólnotę biznesową, która będzie prowadziła na tyle niezależny biznes, że brak reklam i informacji w tak zwanych wiodących mediach tego biznesu nie zarżnie? To nie mogą być pojedyncze firmy narażone na utratę kontrahentów. Przykład kieleckiego przedsiębiorcy, który zmarł po pożarze swojego samochodu, pokazał jak się kończy pozorna finansowa niezależność wobec solidarnego sprzeciwu mafijnych układów. Solidarności mafijnej musi zostać przeciwstawiona solidarność obywatelska. Ale tej nie zbuduje się na wzmacniającej międzyludzką nieufność frustracji i resentymencie. Tu potrzeba pozytywnego konstruktywnego myślenia, połączonego z otwartością postawy. Wielkie korporacje wysyłają swoich pracowników na specjalistyczne szkolenia w zakresie takiego myślenia o swojej firmie. Być może trzeba pomyśleć o tego typu szkoleniach w zakresie myślenia o własnym państwie?

Nie ma bardziej irytującej sytuacji niż bezpodstawne niesprawiedliwe oskarżenia. Ma rację Zenobia, że uleganie tej irytacji nie jest konstruktywne. Ulegając tej irytacji nie uda się pokazać niekonsekwencji jej myślenia. Jej ułomność polegająca na oczekiwaniu od adwersarza formalno-merytorycznej nieskazitelności w niczym nie usprawiedliwia ulegania ludzkim odruchom. Nie przekona jej żaden znajomy, jeśli będzie codziennie oglądała TVN, Polsat i TVP, gdzie nie ma nic niestosownego w rozmowie o wydarzeniach sprzed 20 lat pod pretekstem troski o najbliższą przyszłość, czy nie ma nic niestosownego w zakrzykiwaniu polityka opozycji przez prowadzącego program dziennikarza. Musi powstać telewizja, gdzie rzeczowa i kulturalna rozmowa będzie czymś, do czego można się odwołać. Na razie wszyscy, nawet w prywatnych rozmowach ulegamy tej manierze niesłuchania odpowiedzi i zakrzykiwania rozmówcy.

Znajomy Zenobii dotarł do domu. Usiadł na kanapie i niewidzącymi oczyma patrzył na brązowiejące liście za oknem. Muszą opaść. Muszą zgnić pod białym, nieskazitelnym śniegiem. Później jeszcze dni pluchy i nadejdzie zielona trawka. Chwila ciepłych dni i znowu jesień. Koło historii. Natura. Czym tu się irytować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz